portal darmowych ogłoszeń i aukcji motoryzacyjnych

portal darmowych ogłoszeń i aukcji motoryzacyjnych

Moto-mody

Jak moda wpływa na kształt samochodów

Nie, nie będziemy "modzić" samochodów w znaczeniu ich tuningu... dziś nie o tym :) Dziś zastanówmy się, w jak wielkim stopniu wykreowanie mody na dany styl samochodu powoduje sukces rynkowy zarówno jego, jak i jemu podobnych... i co będzie następne?


Sedan czyli limuzyna

Pomijając początki motoryzacji zarówno w Europie jak i Ameryce, skierujmy się powiedzmy na lata 90-te. Stare Polskie Fiaty, Łady, Mercedesy, BMW czy Hondy... wyobrażając sobie dowolne auto z wymienionych, na 90% zobaczymy tradycyjnego sedana. W tamtych czasach sedany uchodziły za "limuzyny dla mas". Rządowe Lancie wszak też były sedanami. Posiadanie sedana (limuzyny) z miejsca lepiej świadczyło o nas - a zwłaszcza jak udało się komuś ściągnąć z Niemiec jakiegoś Mercedesa czy BMW. Szacunek "na dzielni" gwarantowany!


Praktyczny duch kombi

Następna dekada mamy wrażenie, że należała do samochodów typu kombi. Popularny "pastuch w gnoju" czy "passerati" - czyli Volkswagen Passat generacji B5 z 1,9 TDI pod maską "musiał" wręcz być kombiakiem. Bardzo zdroworozsądkowy samochód rodzinny, który z reguły był bezawaryjny był obiektem westchnień wielu. Formuła samochodu typu kombi jest bardzo praktyczna i pojemna - często także lepiej wystylizowana i milsza dla oka. Są oczywiście gusta i guściki, ale przypomnijmy sobie np. kształt Forda Focusa Mk1 (czyli tego, którego stylistyka wyprzedzała czasy). Porównajmy kształt Foczki w kombi, którą można spokojnie spotkać do dziś na drogach, z wersją typu sedan. Zwolenników wyglądu sedana mówiąc oględnie, nie było zbyt wielu. Kolejnym kombi, który można było nazwać hotelem na kółkach był Mercedes E-klasa (tzw. okular), którego rozmiar po złożeniu tylnej kanapy pozwalał bez problemu wyspać się w samochodzie! 


Sport Utility Vehicle

Minęła kolejna dekada... i tryumfy święcą SUVy. Szał na ten typ nadwozia rozpoczął się chyba od bardzo dużej popularności Toyoty RAV-4, która dzięki swojej stylistyce i jak się potem okazało niskiej awaryjności była hitem sprzedażowym. Inni producenci widząc silny trend wzrostowy dla tego typu aut, zaczęli wypuszczać swoje modele, które z daleka wyglądały jak terenówki, choć były z grubsza pozbawione wybitnych właściwości terenowych, jednak do lasu, czy na ubitą wiejską drogę gruntową były w zupełności wystarczające. 

To co urzeka ludzi w SUVach to ich wygoda. Przez to, że SUVy są wyższe, łatwiej jest do nich wsiąść i zająć komfortową pozycję w kabinie. Dodatkowo z tego samego powodu siedzimy wyżej, a więc widzimy więcej. Mamy więc większe poczucie bezpieczeństwa, że auto nas mile otula i mimo, że nie zawsze świadczą o tym jego wymiary - jest duże i potężne. SUVy mają w sobie to coś, co sprawia, że czujemy się w ich bezpieczniejsi i bardziej zrelaksowani. Odbija się to bardzo mocno na statystykach sprzedaży. Bo przecież np. marka Lamborghini, słynąca przed erą SUVów wyłącznie ze sportowych super-samochodów, wypuściła niedawno model Urus. Świadczy to o poważnej sile tego typu aut. Próżno przecież szukać Lamborghini czy Ferrari w wersji kombi :) No może Porsche z Panamerą się nieco wybiło przed szereg, choć ciężko jednoznacznie Panamerę zakwalifikować do któregoś z typowych rodzajów samochodów.

SUVa ma chyba w tej chwili już każda z marek "dla ludu" oraz luksusoowych. Od bardzo budżetowej Dacii Duster, przez klasę średnią w stylu Seata Ateci, VW Touarega, Hondy CRV, czy kolejnej generacji Toyoty Rav4 po Porsche Cayenne, Bentleya Bentaygę czy przepiękne Maserati Levante. 

Na naszych drogach można także zauważyć czasem auta należące do klasy Full-Sized SUV, do których należą np. Chevrolet Suburban, Lincoln Navigator, GMC Yukon czy Ford Expedition. Nie jest ich co prawda dużo, natomiast swoimi gabarytami potrafią przyćmić europejskie i azjatyckie modele, a ilość miejsca w ich wnętrzach jest wręcz niewyobrażalna. W ich przypadku można śmiało zamienić skrót SUV na HUV (home utility vehicle).


Co przed nami?

SUVy zadomowiły się na naszym rynku już na tyle dawno temu, że pozostaje pytanie - co dalej? W jakim kierunku to wszystko pójdzie w następnych latach. Może to będzie dość kontrowersyjne, ale mamy wrażenie, że w kierunku pickupów! Samochody rosną, przejście na SUVy po części było podyktowane również zmianą potrzeb w zakresie ilości miejsca w samochodzie (choć niestety w przypadku części SUVów jest to iluzoryczne), a pickupy to kolejny typ, który jest nam w stanie zaoferować coś więcej i coś nowego. Oczywiście szczerze wątpimy, aby sprzedaż pickupów osiągnęła zbliżone poziomy do SUVów, to jednak zaczyna być widoczny trend na ten typ aut.

Nissan Navara, Mitsubishi L200 - co jakiś czas są odświeżane. Navara w wersji Mercedesa (czyli klasa X) czy coraz bardziej realne plany wypuszczenia Dustera w wersji pickup nie świadczą raczej o marginalności tej grupy aut. Poza powyższymi modelami na naszym rynku można kupić także od kilku lat Forda Rangera, od bardzo dawna Toyotę Hilux; nieco ciężej, ale bez dużych problemów Isuzu D-Max czy niedawne mocne odświeżenie Ssangyonga Musso!

Pickupy mają 3 niezaprzeczalne zalety:

- cena - gdyż zazwyczaj są sporo tańsze od mniejszych SUVów

- właściwości terenowe - większość pickupów posiada terenowy napęd z reduktorem, blokadami mechanizmów różnicowych itd. - często nawet w standardzie! Mimo, że z uwagi na długość, kąt rampowy nie będzie robił mocnego wrażenia na nikim, to sprawność w terenie będzie bardzo dobra

- ilość miejsca do przewożenia bagaży/ładunków


Do napędów pickupów wykorzystywane są często silniki z linii dostawczej/ciężarowej danego producenta. Nie są to zwykle silniki wyżyłowane pod względem mocy wyciąganej z małej pojemności, a częściej silniki duże, nisko- lub bezawaryjne, gdyż auta dostawcze mają zarabiać, a nie stać w warsztatach. Jest to więc jedna z zalet tego typu konstrukcji. Pickupy wyjątkowo nie skłaniają do sportowej jazdy i jeżeli ktoś jest tego świadomy, do znajomego mechanika można będzie co najwyżej podskoczyć na kawę przy wymianie oleju i filtrów. 

Warto także wspomnieć o możliwości zamówienia przeróżnych form zabudowy tylnej części. Od pokrycia tzw. "paki" grubymi plastikami, które zapobiegają rysowaniu elementów lakierowanych i są łatwiejsze do mycia, przez orurowanie, a kończąc na stałych zabudowach, dzięki którym auto wygląda na furgon czy SUVa w stylu amerykańskim. Jest to także świetna opcja dla "ucywilizowania" pickupa. Nie każdy musi mieć pickupa z uwagi na swoją działalność gospodarczą czy posiadane pola uprawne. Zabudowany tył dla "miejskich" zwolenników tego typu aut będzie po prostu ogromnym "tradycyjnym" bagażnikiem w dużym samochodzie. Jeżeli komuś brakuje miejsca w SUVie i lubi czasem wyskoczyć w teren - zabudowany pickup jest dla niego świetnym pomysłem.


Matematyka wrogiem ekologii?

Z drugiej strony znajduje się "ekologia". Dlaczego w cudzysłowie? Ponieważ przynajmniej w naszym kraju ok. 80% energii produkuje się z węgla. Przestawienie się z energetyki węglowej na źródła odnawialne wiązać się będzie z kolosalnymi inwestycjami, które odbiją się w cenie prądu, która co chwilę i tak idzie w górę.

Mówimy tu o pokryciu nie tylko bieżącego zapotrzebowania na energię, ale także kolosalnego jego wzrostu w związku z ładowaniem akumulatorów do samochodów elektrycznych. Podczas gdy w tej chwili w porze letniej zdarzają się tzw. blackouty spowodowane ciężkim do pokrycia wzrostem zapotrzebowania na energię przez klimatyzatory biurowe, to dodając do tego zapotrzebowanie stacji ładowania samochodów - ciężko sobie nawet wyobrazić koszty inwestycji!

Tak jak auta hybrydowe (typu Toyota Prius czy Hyundai Ionic w wersjach z zasilaniem z 2 źródeł) jeszcze się bronią, tak stuprocentowe elektryki pod względem ekologii - niekoniecznie. Dodatkowo czas ładowania akumulatorów nawet na szybkich ładowarkach wynosi w granicach godziny, podczas gdy tradycyjne tankowanie - kilka minut licząc razem z kawą i hotdogiem na stacji. Wyobraźmy sobie wyjazd na wakacje np. do Chorwacji czy Włoch. 1600-1900 km przed nami, więc chcemy jak najszybciej dystans pokonać, a przerwy możliwie minimalizować. Z drugiej strony przy dobrych wiatrach mamy realnie 400-450 km zasięgu na akumulatorze, czyli poza ładowaniem w domu, mamy 3 ładowania w trasie. Jeśli znajdziemy 3 szybkie ładowarki, do których jakimś cudem nie będzie kolejki, mamy 3 godziny czekania. Wystarczy natomiast, że będzie dużo więcej chętnych niż ładowarek (a prądu nie weźmiemy do kanistra, żeby dojechać do następnej stacji) i mamy kilka godzin wyjętych z życiorysu. Co będzie natomiast, jeżeli stacja nie będzie dysponowała szybką ładowarką i pozostanie nam ładowanie z gniazdka? Mamy 10-14 godzin przymusowej przerwy. Przy "dobrym pechu" wydłużamy podróż o 1,5 dnia.

Dopóki czas ładowania akumulatora nie zrówna się z tradycyjnym tankowaniem, a potem takich punktów nie będzie tyle ile tradycyjnych dystrybutorów, nie mamy co marzyć o elektromobilności... a do tego czasu ceny prądu na tyle wzrosną, że i aspekt finansowy nie będzie zbyt zachęcający. 


Co przyniesie przyszłość nie wiemy.. możemy jedynie gdybać. A Ty, jak uważasz? W jakim kierunku pójdzie lub powinna pójść przyszłość motoryzacji? Napisz nam o tym na Fb: https://www.facebook.com/AutoMotoStrefaPL